„Będziesz smażyć się w piekle” Owedyk [RECENZJA]

Ponad 20 lat po premierze „Ósmej czary” Krzysztof „Prosiak” Owedyk powrócił powieścią graficzną, która ma duże szanse zostać najlepszym polskim komiksem roku. „Będziesz smażyć się w piekle” to słodko-gorzka opowieść o rodzinie, przyjaźni, odpowiedzialności i… metalu.

Deathstar jest metalową kapelą o międzynarodowej sławie, a jej lider Lord Solo gwiazdą, której podobizna nie znika z okładek gazet. Tarantul jest zaś utalentowanym gitarzystą, mężem, ojcem oraz jednym z największych fanów Deathstar. Kiedy zostaje przyjęty do zespołu Lorda Solo, wydaje mu się, że złapał szczęście za nogi. Niestety, cena za marzenia okazuje się wysoka. Życie gwiazdy metalu dalekie jest od jego wyobrażeń, a co gorsza nie pozostaje bez wpływu na rodzinę.

W latach 90. Krzysztof Owedyk był jednym z najpłodniejszych artystów komiksowych publikujących w tzw. trzecim obiegu. Jego zin „Prosiacek” był dla wielu lekturą obowiązkową, a poza nim prace Owedyka pojawiały się jeszcze w wielu innych zinach takich jak „Lampa i Iskra Boża”, „Kanaloza”, „Pasażer” czy legendarne „AQQ”. W XXI wieku znacznie ograniczył swoją komiksową aktywność, a większość wydanych w ostatniej dekadzie jego albumów, to wznowienia rzeczy napisanych i narysowanych kilkanaście lat temu. Sam w wywiadach przyznawał, że komiksy to już dla niego przeszłość. Na szczęście, zmienił zdanie. Ostatnie trzy lata Owedyk poświęcił na stworzenie „Będziesz smażyć się w piekle”, które przez niektórych krytyków zostało już okrzyknięte jego „opus magnum”.

Kojarzony do tej pory głównie ze sceną punkową artysta, tym razem zanurzył się w otchłanie „mocnego uderzenia” bohaterami swojego komiksu czyniąc członków metalowej kapeli grającej – cytując za Nergalem – „muzykę czarną jak dupa szatana”. W „Będziesz smażyć się w piekle” nie brakuje więc długich włosów, katan z naszywkami, artystów z demonicznymi makijażami oraz wielu innych (również makabrycznych) zjawisk kojarzących się z tą subkulturą. Jednak dzieło Owedyka jest przede wszystkim opowieścią o ludziach. O konfrontacji marzeń z rzeczywistością. Radościach i smutkach. Zwycięstwach i porażkach. Beztrosce i odpowiedzialności. Po prostu, o życiu.

Nie jest to dzieło idealne. Fabularnie „Będziesz smażyć się w piekle” niekiedy ociera się o banał i nie brakuje w nim tak zgranych pomysłów jak śmiertelna choroba czy patologiczna rodzina. Gdyby to zrobił mniej utalentowany twórca, zapewne byłoby to niestrawne, jednak Owedyk nawet jeśli scenariuszowo „jedzie po bandzie”, to robi to z wdziękiem i ani na chwilę nie porzuca konwencji w jakiej stworzony jest cały komiks. Bohaterów „Będziesz smażyć się w piekle” zwyczajnie nie można nie lubić. Czytając dzieło Owedyka towarzyszą nam podobne emocje jak podczas oglądania filmu „Slumdog. Milioner z ulicy”. Tak bardzo chcemy, żeby bohaterom wszystko się udało, że nie zważamy na fabularne niedociągnięcia i rozwiązania „na skróty”.

„Będziesz smażyć się w piekle” jest komiksem, który przeczytałem już dwa razy i na pewno szybko do niego wrócę. Dla mnie, człowieka wychowanego na takich kapelach jak Bathory, Death czy Slayer, spotkanie z Tarantulem i ekipą było sentymentalną podróżą do czasów, kiedy muzyka była w moim życiu rzeczą najważniejszą. Obok dawnych fascynacji odnalazłem w tym komiksie fantastycznych bohaterów, których losem się przejąłem i pełną emocji historię. Klimatycznie „Będziesz smażyć się w piekle” przypomina „Wszystko co kocham” Jacka Borcucha. Jest tak samo nostalgiczne i pełne młodzieńczej energii i tak samo urzekające już od pierwszych kadrów.

Komiks „Będziesz się smażyć w piekle” ukazał się nakładem Kultury Gniewu.

.