„Batman: Detective Comics – Ikar” [RECENZJA]

„Batman: Detective Comics” jest jedną z najważniejszych i najstarszych serii publikowanych przez DC Comics. Niestety, pod szyldem „The New 52” jak na razie nie udało jej się wyjść ponad poziom „solidnego średniaka”. I takim też albumem jest najnowsza część cyklu nosząca podtytuł „Ikar”.

Bruce Wayne z działaczką społeczną Eleną Aguilą postanawiają zmienić Gotham. Wspólnie planują modernizację wschodniego wybrzeża miasta od lat zamieszkanego głównie przez narkomanów, gangsterów i bezdomnych. Ich pomysł nie wszystkim się jednak podoba. Wkrótce pod rezydencją domu Wayne’ów zostają znalezione zwłoki Eleny Aguili. Głównym podejrzanym w sprawie o jej zabójstwo jest Bruce Wayne, a detektyw Harvey Bullock zrobi wszystko, żeby posadzić go za kratki. Swoje śledztwo rozpoczyna również Batman. Trop prowadzi go handlarzy Ikarem, śmiertelnie niebezpiecznego nowego narkotyku.

Serię „Detective Comics” tworzyli już Tony Daniel, John Layman i James Tynion IV. „Ikar” jest pierwszym tomem cyklu, pod którym podpisali się Brian Buccellato i Francis Manpul, duet odpowiedzialny za serię „Flash”. Swoją przygodę z Batmanem panowie rozpoczynają z przytupem. Mroczny Rycerz rozdaje kopniaki już na 6 stronie komiksu, Bruce Wayne zostaje podejrzany o morderstwo, a przeciwnikiem superbohatera jest niejaki Kałamarnica – złoczyńca rodem z Jamesa Bonda rzucający swoje ofiary na pożarcie olbrzymiej ośmiornicy. No i jest jeszcze Harvey Bullock, który w interpretacji Buccellato i Manpula wyrasta na bohatera godnego własnej serii. Do połowy „Ikar” jest udaną, sprawnie napisaną historią kryminalną w starym batmanowym stylu. Niestety, później zaczyna się psuć.

Kluczowa postać drugoplanowa Annie, córki Eleny Aguili, jest kompletnie nijaka. Twórcy próbują stworzyć znaczącą relację pomiędzy nią i Waynem wciąż opłakującym śmierć swojego syna Damiana, ale im się to nie udaje. Głównie dlatego, że Annie jest bohaterką do bólu schematyczną i czytelnik właściwie nigdy na poważnie nie przejmuje się jej losem. Dodatkowo intrygujący wątek kryminalny kończy się klasyczną rozpierduchą z udziałem gangu motocyklistów (gdzieś już to widziałem), wydarzeniom brakuje logicznych konsekwencji, a wyjaśnienie zagadki pochodzenia Ikara okazuje się zwyczajnie głupie.

Album zamyka krótka historia poświęcona „narodzinom” Calendar Mana, złoczyńcy znanego choćby z głośnej miniserii „Długie Halloween” Jepha Loeba i Tima Sale’a. Jego losy splatają się z historią córki Eleny Aguili, ale sama opowieść właściwie nic nie wnosi do głównej historii i kilka minut po jej przeczytaniu, nie będzie już pamiętać o czym była.

Największym atutem albumu są rysunki Francisa Manapula. Jego kadry są perfekcyjnie zakomponowane, sceny akcji dynamiczne i odpowiednio efekciarskie, a kolory nałożone przez Briana Buccellato nieoczywiste, ale znakomicie budujące klimat komiksowej historii.

„Ikar” jest, niestety, kolejnym średnim albumem spod szyldu „Detective Comics”. Znalazło się w nim kilka udanych pomysłów, a graficznie jest bez zarzutu, ale jako całość nie spełnia do końca pokładanych w nim oczekiwań. Udowadnia jednak, że Brian Buccellato i Francis Manpul „czują” Batmana i jeszcze wiele mogą z tą postacią osiągnąć. Po kolejny tom serii sięgnę z całą pewnością.

Seria „Batman: Detective Comics” ukazuje się nakładem wydawnictwa Egmont.

.