„Baśnie: Camelot” [RECENZJA]

„Baśnie”, komiksowa seria Billa Willinghama uhonorowana 14 Nagrodami Eisnera powoli zbliża się do finału. Jej dwudziestym tom nie dorównuje najlepszym z cyklu, ale jeśli ktoś dotarł aż do niego, nie powinien być rozczarowany.

„Baśnie” to opowieść o bohaterach… baśni, którzy wygnani ze swojego magicznego królestwa osiedlają się w naszym świecie. Kiedy rozpoczyna się akcja „Camelotu” – taki tytuł nosi dwudziesty tom serii – Baśniowcy są już mocno doświadczeni przez los. Co prawda udało im się pokonać kolejnego potężnego przeciwnika, ale zwycięstwo miało swoją cenę. Wilk Bigby, jeden z największych bohaterów Baśniogrodu i mąż Śnieżki, nie żyje. Baśniowcy ponownie są w rozsypce, ale wtedy na scenę wkracza Róża Czerwona, siostra Śnieżki. Dziewczyna postanawia stworzyć nowy Camelot, który miałby zjednoczyć jej pobratymców. Działająca w dobrej wierze Róża nie bierze pod uwagę, że chwała Camelotu trwała krótko, a Króla Artura i jego towarzyszy w większości spotkał tragiczny koniec. A historia, jak wiemy, lubi się powtarzać.

Po wielu latach (pierwszy tom serii ukazał się w Polsce już 10 lat temu) „Baśnie” zmierzają do wielkiego finału, a „Camelot” jest rozpisanym na ponad 250 stron obszernym wprowadzeniem do wydarzeń, które mają nastąpić. Bill Willingham zarysowuje nowy konflikt pomiędzy kluczowymi bohaterami, wprowadza do historii fatum niesione przez Camelot oraz zdradza, że dawni przeciwnicy Baśniowców bynajmniej nie zrezygnowali ze swych niecnych działań.

Dużo w tym tomie jest takich właśnie „haczyków”, pomysłów i wątków, które znajdą rozwinięcie w kolejnych dwóch tomach serii. Jednocześnie nie ma w „Camelocie” niczego, czego byśmy już w „Baśniach” wcześniej nie widzieli. Willingham snuje swoją opowieść sprawnie i wie jak skonstruować scenariusz, by zainteresować czytelnika, ale w komiksie brakuje energii i oryginalności jakimi uwodziły czytelników pierwsze części cyklu.

Przed nami jeszcze tylko dwa tomy „Baśni”. „Camelot” przygotowuje grunt do ostatecznego starcia w świecie Baśniowców, którego stawka wciąż jeszcze nie jest znana. Z dziełem Billa Willinghama i rysownika Marka Buckinghama spędziłem już dekadę i z jednej strony trochę szkoda będzie mi pożegnać bohaterów, z którymi mocno się zżyłem. Z drugiej, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że finał tej serii powinien nastąpić znacznie wcześniej.

Seria „Baśnie” ukazuje się nakładem wydawnictwa Egmont.