„Bajka na końcu świata. Ostatni ogród” [RECENZJA]

Pierwszy komiks narysował w wieku 17 lat. Dekadę później uznawany jest za jednego z najważniejszych polskich twórców historii obrazkowych. „Bajką na końcu świata” Marcin Podolec debiutuje jako autor opowieści dla dzieci i po raz kolejny tworzy dzieło, o którym będzie głośno.

Mała dziewczynka Wiktoria i jej pies Bajka wędrują przez opustoszały świat. Ze strzępków informacji jakie pojawiają się w ich rozmowach dowiadujemy się, że z niewiadomych powodów życie na naszej planecie drastycznie się zmieniło. „Świat wygląda jak jedna wielka piaskownica” – jak mówi jeden z bohaterów komiksu, pozbawiona roślinności, pełna gruzów oraz dymiących kraterów. Wiktoria i Bajka podróżują przez ten wymarły świat, by odnaleźć rodziców dziewczynki, a ich wyprawie towarzyszy wiele przygód.

Swoje narodziny „Bajka na końcu świata” zawdzięcza utworowi „Flatline” wykonawcy ukrywającego się pod nazwą Scattle pochodzącej ze ścieżki dźwiękowej gry „Hotline: Miami”. – Słuchałem tej kompozycji na zapętleniu i tak mnie zainspirowała, że wymyśliłem cały ten świat i dużą część pierwszego tomu komiksu. Są w niej dźwięki, które brzmią dla mnie jak spalająca się raca, co z kolei podsunęło mi pomysł na wątek światła na niebie, za którym podążają bohaterki – mówi Marcin Podolec.

Wpływ „Flatline” na autora był rzeczywiście ogromny, bowiem pierwszy tom komiksu zatytułowany „Ostatni ogród” został przez Marcina Podolca napisany i narysowany w ciągu zaledwie półtora miesiąca. Znalazło się w nich siedem krótkich historii składających się na pełną emocji, ale przede wszystkim mądrą opowieść o zdobywaniu życiowego doświadczenia. W podanych w lekki sposób perypetiach Wiktorii i Bajki nie brakuje radości, ale i rozczarowań. Wraz z każdym kolejnym spotkaniem i kolejną przygodą, bohaterki uczą się czegoś nowego, również o sobie.

„Bajka na końcu świata” promowana jest jako posatpokaliptyczny komiks dla najmłodszych. I nie ma w tym stwierdzeniu przesady. Świat, w jakim osadzona jest akcja albumy, jest martwy. Praktycznie pozbawiony roślinności, rzadko zaludniony sprawia wrażenie pustego, choć kryje w sobie wiele niespodzianek. Jest obcy, ale nie przerażający. Oszczędnie przedstawiony, ale dzięki temu intrygujący i tajemniczy. Na pewno jest to świat, do którego – mimo jego surowości – chce się wrócić, również po to, by poznać tajemnicę jego powstania.

Nie wiadomo jeszcze ile „Bajka na końcu świata” będzie liczyć tomów. − Wszystko zależy od tego jak komiks zostanie przyjęty przez czytelników i jak będzie się sprzedawał. Minimalna liczba tomów, to cztery, ale żeby ta historia wybrzmiała, przydałoby się więcej – mówi Marcin Podolec.

W „Bajce na końcu świata” Marcinowi Podolcowi udało się skutecznie połączyć scenografię rodem z „Mad Maxa” czy „Fallouta” z inteligentnymi opowiastkami dla młodych czytelników. Dowcipnymi, zaludnionymi charakterystycznymi postaciami, a przede wszystkim mądrymi. Ja proszę o więcej.

Seria „Bajka na końcu świata” ukazuje się nakładem wydawnictwa Kultura Gniewu. Premiera komiksu odbędzie się podczas festiwalu Komiksowa Warszawa. 21 kwietnia w o godzinie 10:00 w sali Paryż C (na stołecznym Stadionie Narodowym) odbędzie się spotkanie autorskie z Marcinem Podolcem, które będę miał przyjemność poprowadzić. Zapraszam.