„Anihilacja”, tom 2 [RECENZJA]

„Anihilacja”, jeden z najbardziej rozbudowanych eventów w historii Marvela, opowiada o walce mieszkańców wszechświata z potężną armią Annihilusa przybyłą ze strefy negatywnej. W pierwszym tomie byliśmy świadkami dramatycznych wydarzeń, które kosztowały życie miliardów istnień, pochłonęły wiele planet oraz doprowadziły do zniszczenia pilnującego porządku w galaktyce Korpusu Nova. Ostatni członek tej formacji, Ziemianin Richard Rider, wspierany przez Xandariański Wszechumysł (inteligencji koordynującej działania Korpusu), podejmuje się nierównej walki z siłami Annihilusa. Walki, w którą wplątany zostaje również przybyły niedawno na Zimię Drax Niszczyciel.

Jeśli jesteście ciekawi jak dalej potoczyły się losy tych bohaterów, to z drugiego tomu „Anihiliacji” się tego… nie dowiecie. Album składa się bowiem z trzech serii poświęconych innym postaciom i rozgrywającym się w innych częściach galaktyki, w których ani Drax ani Richard Rider w ogóle się nie pojawiają.

Otwierający tom „Silver Surfer” (scen. Keith Giffen, rys. Renato Arlem) opowiada o konsekwencjach ataku Annihilusa. O uwolnieniu z więzienia potężnych istot chcących zniszczyć Galactusa, przymierzu zawartym pomiędzy Annihilusem i Thanosem oraz perypetiach heroldów Galactusa decydujących się na wspólne działanie. Głównym bohaterem „Super-Skrulla” (scen. Javier Grillo-Marxuach, rys. Gregory Titus) jest zmodyfikowany genetycznie wojownik Skrulli podejmujący się niebezpiecznej wyprawy do strefy negatywnej, gdzie – na terenie Annihilusa – szuka sposobu na zniszczenie potężnej broni zdolnej unicestwiać całe światy. Zamykająca tom opowieść „Ronan” (scen. Simon Furman, rys. Dave McCaig) traktuje o potężnym funkcjonariuszu Imperium Kree oskarżonym o zdradę i podróżującym przez wszechświat w poszukiwaniu dowodów na swoją niewinność. Jego misja przywodzi go na planetę Bwokk, gdzie będzie musiał stawić czoła Gomorze oraz, oczywiście, siłom Annihilusa.

Pierwszy tom „Anihilacji” był typową marvelowską produkcją, zaprojektowaną z rozmachem, ale fabularnie naiwną i przewidywalną Drugi jest identyczny. W dodatku bardzo nierówny. Z zawartych w albumie historii najlepiej wypada „Super-Skrull”. Sprawnie opowiedziany i przedstawiony w cartoonowych rysunkach jest solidną „trykotową” produkcją, wypełnioną dynamiczną akcją oraz niezłymi bohaterami. „Silver Surfer” miejscami mocno przynudza, ale przyznaję od razu, że ten superbohater nigdy nie był moim ulubionym. „Ronana” czyta się nieźle, choć tę część zapamiętałem głównie ze względu na rysunki Dave’a McCaiga.

Z tych trzech historii tylko „Super-Skrull” jest opowieścią zamkniętą. Pozostałe mają otwarte zakończenia i liczę, że znajdą swój finał w kilejnym tomie. Jak na razie „Anihilacja” nie powala na kolana. Owszem, rozmach z jakim ten cykl został przygotowany przyprawia o zawrót głowy, ale czytając komiks ma się wrażenie, że kosmiczne uniwersum Marvela stać na więcej. Intryga jest schematyczna, motywy działania głównego czarnego charakteru mętne, a graficznie event potrafi zachwycić, ale i potężnie rozczarować.

Seria „Anihilacja” ukazuje się nakładem wydawnictwa Egmont.